Moja mama miała jednak we wszystkim rację

Mamy mają rację

Mamy, ach te mamy! Czemu zawsze muszą mieć rację, we wszystkim, choć ile razy w myślach prosimy: Proszę nie tym razem! Wtrącać nosy, dopowiadać ostatnie słowo, radzić, pomagać… a przecież my i tak zawsze wiemy lepiej, prawda? Jesteśmy dorosłe, mamy swoje rodziny, dzieci, mamy przede wszystkim swoje zdanie i dostatecznie dużo już wiemy. Jak wychować, czym karmić, jak pielęgnować i jak żyć.  No może czasami poza tym i poza tym, no i poza tym.. a na końcu wychodzi, że  mama, to jednak wie lepiej.

Kiedy byłam dzieckiem czy nastolatką, zdanie Mamy obchodziło mnie, ale jakoś tak połowicznie.

Choć nie powiem, należałam do grupy grzeczniejszych dzieci, to i tak rady z prehistorii, jakimi chciała dzielić się ze mną Mama, wydawały mi się totalnie nie na czasie. A już na pewno nie rozwiązały by mojego ówczesnego problemu. Bo same przyznajcie, co może wiedzieć taka mama? Pokolenie starsza, chodziła do innej szkoły, miała inne koleżanki, inne zainteresowania. Kompletnie nieświadoma czasów, w jakich jej dzieciom przyszło żyć. Po prostu zielony ufolud, który wtrąca się w prywatne życie! I milion razy zdarzyło mi się pomyśleć i powiedzieć: Mamo daj spokój, wiem co zrobić. I robiłam to, a potem nie wychodziło, coś się psuło, chciałam po swojemu, jak dorosła, a w efekcie … płakałam po kątach, bo moje nastoletnie doświadczenie jednak na niewiele się zdawało.

Zajęło mi niemal trzydzieści lat, żeby dotarło do mnie, że moja Mama miała rację. I to we wszystkim. A stało się to w jednym magicznym momencie, kiedy na świat przyszła moja córka, a ja sama zaczęłam być tytułowana mamą.

Przypominam sobie teraz wszystkie jej słowa i dobre rady, które dawała mi przez  lata. One były cenne, bo oparte na doświadczeniu. Teraz widzę, że to nie było marudzenie tak dla checy i rady wyssane z palca. To wszystko odbywało się po coś, a ja dopiero teraz jestem na tyle dorosła, że  dostrzegam, jak wiele dobra mogłabym wynieść i jak wiele problemów uniknąć, gdybym tylko słuchała jej za wczasu.

Mam ochotę teraz krzyknąć: MIAŁAŚ RACJĘ MAMUSIU! We wszystkim.

Miałaś rację,kiedy mówiłaś, że musimy się uczyć, bo od tego zależy nasza przyszłość. Kiedy stałaś nad nami i pilnowałaś, by zadanie zawsze było odrobione, a książki obłożone w okładki, a mimo mojego płaczu i marudzenia wysyłałaś na ósmą do szkoły. To właśnie dzięki tej dysycplinie mogłam ukończyć wymarzone studia, rozwijać swoje skrzydła i dojść właśnie tu. W to miejscie, w którym jestem teraz.

Miałaś rację, gdy pocieszałaś mnie, że jak nie ten to następny, kiedy kolejny mężczyzna łamał moje serce. I chociaż wtedy świat mi się walił, a każdy wydawał się miłością życia, wiem, że miałam czekać na tego, którego mam teraz obok siebie. Ty już wtedy wiedziałaś, że kiedyś nadejdzie taki dzień i zjawi się mój rycerz na białym koniu, a ja głupia zamiast słuchać, płakałam do poduszki.

Miałaś rację, kiedy mówiłaś, że na makijaż jeszcze przyjdzie pora,a pudrowanie jest dla starych bab. Chciałabym teraz cofnąć ten czas i mieć piękną młodą cerę nastolatki, na którą tak narzekałam, zamiast pierwszych zmarszczek wokół oczu.

Miałaś też rację, kiedy mówiłaś, że wszystko do mnie dotrze, jak sama zostanę mamą. Pamiętam jak dziś, jak mając cztery lata zarzekałam się, że ja nigdy nie będę mamą, a zawsze pozostanę normalnym dzieckiem, zaśmiałaś się wtedy w głos, bo doskonale wiedziałaś, co będzie dalej w moim życiu.

Miałaś rację, kiedy wychowywałaś mnie na porządną osobę, kiedy uczyłaś mówić magiczne słowa: proszę, dziękuję i przepraszam, kiedy uczyłaś, jak dbać o starszych, jak sprzątać w domu, jak opiekować się cmentarzem i ludźmi, których już między nami nie ma.

Ty we wszystkim miałaś rację, a chociaż nie mówię Ci tego na co dzień i nie dziękuję tak oficjalnie, to chyba musisz to czuć, prawda? Mam nadzieję, że tak. Wiesz o tym, kiedy dzwonię do Ciebie z każdą pierdołą dotyczącą wychowania mojej córy, wiesz o tym też, kiedy odbierasz z samego rana telefon i rozmawiamy o wszystkim i o niczym.

Dziękuję Ci, że jesteś, byłaś i że możesz być ze mną.

Bo za kilkanaście lat ja będę w tym samym miejscu, chwilami nienawidzona przez swoją córkę, chwilami kochana, ale mam nadzieję, że na końcu podobnie jak ja teraz, ona przyzna mi rację.

Bo choć czasem nie do końca po drodze jest nam z tymi Mamami i nie zgadzamy się z nimi w wielu sprawach, przez lata są kłótnie i niesnaski, obrażania i przytulania, to jednak w efekcie dochodzimy do porozumienia. Bo dorastamy, zaczynamy postrzegać świat  podobnie jak one. Dlatego pozwólmy naszym Mamom z błyskiem w oczach powiedzieć: a nie mówiłam!

Autorka

Monika Kampczyk

www.kamperki.com

Klaudia

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *